piątek, 30 grudnia 2011

To cholerne globalne oziębienie

Cyt. za slashdotem:
The South Pole experienced its highest-ever recorded temperature of -12.3C (+9.9F) on December 25, 2011, according to preliminary reporting from the Antarctic Meteorological Research Center at the University of Wisconsin.
Wg AMRC&AWS jest jeszcze lepiej:
Preliminary assessment of the record high at Nico AWS was -8.2C or 17.2F on 25 December 2011. This breaks the previous known record of -13.9C or 7F recorded on 4 January 2010. Preliminary assessment of the record high at Henry AWS was -8.9C or 16F on 25 December 2011. This break the previous known record of -14.5C or 5.9F on 5 January 2010. [poprzednie rekordy pobite o ponad 5 stopni! - p2k8]
Jakie szczęście że klimat na Ziemi, wbrew histerycznym trzęsawkom globalnie ocipionych pseudoekologów, się oziębia...

piątek, 23 grudnia 2011

Święta

W tym roku, na święta Bożego Narodzenia, proste i krótkie życzenia: wszystkiego najlepszego, czego tam sobie tylko życzycie!

Do przeczytania zapewne w nowym roku. Oby lepszym, niż 2011.

wtorek, 20 grudnia 2011

Cytat na dziś

Donald "Słońce Peru" Tuszczenko u Tomasza Lisa, zdaje się o osiągnięciach swojego gabinetu:
(...) ciągle w Polsce da się żyć (...)
A mógł zabić!

czwartek, 15 grudnia 2011

Maja w grudniu

This just in... podobnoż Maja Goettig zostanie wiceministrem finansów! No cóż, może i MinFin na czele z Kucharzem Roku to banda oszustów i idiotów, ale przynajmniej będziemy mieli najgorętszą wice na świecie :)

niedziela, 11 grudnia 2011

Wieczorny dowcip


Wiecie, jak się nazywa zwolennik prawa swoich sąsiadów do wypróżniania się na jego działce, w imię postępu, dobrobytu i szczytnych idei?

Libertarianin.

czwartek, 8 grudnia 2011

Klimat - największe wspólne pastwisko

Ocieplenie klimatu, wbrew optymizmowni i antymainstreamowym bajaniom, jest niezaprzeczalnym faktem. Wydaje się też, że w tej chwili już raczej niepodważalny jest istotny wpływ człowieka - przez emisję gazów cieplarnianych - na ten proces. Poziom CO2, "dzięki" naszym jako cywilizacji działaniom, wybił się ze swojego kilkusettysiącletniego, plejstoceńskiego rytmu cyklicznych wahań w kanale 180-300 ppm (zob. np. ten obrazek u Boboli) i wynosi aktualnie 390. Ścieżka, z której nie ma szybkiego odwrotu - sekwestracja CO2 z atmosfery, w przeciwieństwie do emisji, jest raczej niemożliwa. Aktualny "plan minimum" to lekki wzrost temperatury - o ok. 1 st. Celsiusza, który jednak jest dostateczny, by dość poważnie (ale jeszcze chyba nie katastrofalnie) zaburzyć wiele ekosystemów. Wielu klimatologów twierdzi, że gdzieś między poziomami 450 a 600 ppm CO2 - osiągalnymi dla naszej nieszczęsnej cywilizacji na przestrzeni kilku dekad, jeśli tempo wzrostu emisji zostanie utrzymane - leży granica, przekroczenie której powoduje pewnego rodzaju runaway warming, na skutek włączenia sprzężenia zwrotnego wzmacniającego ten proces w postaci stopienia się Arktyki (z czym wiąże się zmiana albedo Ziemi, uwolnienie dużych ilości metanu z klatratów i masa innych proociepleniowych procesów) i odtajanie m.in. Syberii, połączone oczywiście z emisją gigantycznych ilości metanu z gnijącej materii organicznej.



Nie pociesza mnie fakt, że będzie cieplej, że być może nasze prawnuki będą w stanie przejść przez Biegun Południowy napotykając tylko okresowe, a nie trwałe zlodowacenie, a w Pcimiu można będzie uprawiać ananasy. Za zmianami klimatu idą bowiem znaczne zmiany w obiegu wody na Ziemi i stabilności klimatu, zmiany jeszcze chyba niezbyt rozumiane, ale na pewno drastyczne dla funkcjonowania ludzkości w wielu miejscach planety.

Nie uśmiecha mi się więc, że te zmiany spowodują, że moja hektarowa działka dość żyznej ziemi pod Warszawą nagle stanie się wyschniętym stepem smaganym regularnie huraganowymi wiatrami i na przemian krótkimi, intensywnymi powodziami i wielomiesięcznymi suszami.

Dlaczego tak się użalam? Dlatego, że tragedia w bardzo spowolnionym tempie, jaką jest antropogeniczna zmiana klimatu, jest typowym, i prawdopodobnie historycznie najważniejszym, najdonioślejszym, przykładem tragedii wspólnego pastwiska. Zakłady emitujące dwutlenek węgla (głównie elektrownie i przemysł cementowy), metan (wielkie farmy) i zwykli kierowcy samochodów przerzucają - jednostkowo nieduże, ale w swej sumie ogromne - koszty swej działalności już nie tylko na sąsiadów, ale na ogół ludzkości, i to nie w wymiarze bezpośrednim, ale oddalonym w czasie o dekady. Oczywiście argumentuje się to tak samo, jak w sprawie demokracji - że to jest najkorzystniejsze z możliwych rozwiązań, że pewne koszty postępu trzeba ponieść. Jednak podobnie, jak w demokracji, nikt tak naprawdę nie liczy się ze zdaniem mniejszości, ani nikt nie pyta uczestników gry, czy akceptują jej zasady. Milczące założenie, które dużo zmienia...

Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Niestety, nie wiem. Być może jest już za późno, by odwrócić trend i musimy się pogodzić z tym, że zostawiamy w spadku naszym prawnukom zamiast tego, co sami dostaliśmy od Boga (dla przeczulonych: od Natury) - pięknej, żyznej, bujnej, stabilnej przyrody, jeden wielki śmietnik. Do tego śmietnik, którego tworzenie liderzy polityczni uzasadniają niepodważalnością prawa do stylu życia. Zapewne historia oceni to bardzo surowo. Oczywiście o ile będzie jakaś historia.

PS. Nie, aktualne zmiany klimatu nie są wynikiem ani cykliczności aktywności słońca, ani aktywności wulkanów. Nie dawajcie się nabierać na takie pierdoły emitowane przez lobby wielkiego, monopolistycznego przemysłu.

środa, 7 grudnia 2011

Obama oopsie



Taki mały birthday fail, Ciekawostka nocna.

sobota, 3 grudnia 2011

Cytat na dziś

Widziane u Maczety, na temat bankructwa Argentyny z 2002 roku:
Przypominam, że wtedy zbankrutował rząd, a nie wszyscy. Wszystkich zabolało i rozpoczął się, dość krótki, okres chaosu (...)
(pogrubienia moje). Cytat idealnie wpasowuje się w aktualną hiper-histerię dotyczącą ewentualnego rozpadu strefy euro lub bankructwa kilku jej co bardziej zadłużonych członków.

A więc: chaos, a nie armagedon. Krótkotrwały, a nie wieczny. Krótkotrwały - bo po nim następuje porządek i optymizm wynikający z oczyszczenia gospodarki* z pasożytów. Ponadto: bankrutuje rząd/rządy/banki, a nie wszyscy. Nie ma klęski głodu. Nie ma automatycznie wojny (jak próbują ostatnio nam z wszystkich stron wmówić). Nie ma bezrobocia 50% - no, przynajmniej nie dłużej, niż kilka miesięcy. Nie przestają istnieć fabryki, sklepy, domy i drogi. Po oczyszczeniu jest fajnie - tak jak teraz w Argentynie. Gdyby nie rządy ultrapsychopatycznych socjalfaszystów typu państwo Kirchner, byłoby tam nie tylko fajnie, ale cudownie.

Czego i naszej Umęczonej Ojczyźnie życzę :)

* zdaje się, że wraz z oczyszczeniem gospodarki z pasożytów, istnieje duże prawdopodobieństwo, przynajmniej częściowego, oczyszczenia z pasożytów polityki. Co doskonale tłumaczy dlaczego aktualny reżim reaguje tak rozdmuchaną histerią na wszelkie pomysły gwałtownej restrukturyzacji. Czują swąd za plecami ;)