piątek, 30 września 2011

Jesienne inflacjonowanie

Najnowszy odczyt inflacji w UE: 3 (słownie: trzy) %! ECB utrzymuje stopę główną na poziomie 1,5% - na takim też poziomie oscyluje 3-miesięczny EURIBOR i euro LIBOR, natomiast międzybankowe pożyczki roczne kosztują ok. 2%. Oznacza to, że realne stopy procentowe w strefie euro są głęboko ujemne - jakieś 1-1,5% poniżej zera.

Warto też zauważyć, że po spokojnym, z punktu widzenia cen, roku 2010, od początku tego roku bardzo szybko rośnie inflacja w USA - nawet wg nieco, powiedzmy, kontrowersyjnych notowań BLS (CPI-U), wynosi już 3,77%, przy efektywnych stopach procentowych jeszcze o punkt procentowy niższych, niż w eurozonie - co daje realne stopy na poziomie minus 3 procent.

Należy dodać, że zarówno w kręgach centralnych USA, jak i EU, panuje dość mocno język dalszego poluzowywania monetarnego - w USA za pomocą środków niestandardowych (QE, twisty itp), w EU ciągle za pomocą tradycyjnych operacji otwartego rynku (plus awaryjny skup obligacji, który jednak nie jest częścią polityki monetarnej, należy go raczej traktować jak typowy bailout bankrutów).

Nie wiem, do czego to doprowadzi, ale teraz jest już praktycznie pewne, że do czegoś bardzo, bardzo złego. Aby wyhamować inflację, obydwa banki centralne musiałyby podnieść stopy co najmniej o punkt procentowy, jak nie 2. Spowodowałoby to prawdopodobnie kolejną, bardzo namacalną i raczej głęboką falę recesji - tym razem o zasięgu bardziej globalnym, niż w 2008-2009. Biorąc pod uwagę zacietrzewienie Bena Helikoptera i jego drukarza-komerada EuroTryszeta, zapewne nie zobaczymy żadnych ruchów na stopach do końca tego roku - a jeśli już, to dalszy ruch w dół (!). Co będzie, jeśli Ben H. i EuroTryszet wywiążą się ze swoich obietnic i rzeczywiście utrzymają nadzwyczajnie luźną politykę monetarną przez "długi okres", np. cały 2012, a nie daj Boże, też 2013? Mi gdzieś tam na horyzoncie zaczyna migotać Zimbabwe... Jeśli zostanie wybrana droga pośrednia - utrzymywanie inflacji w jako takich ryzach (5%? 10%?), polityka monetarna mimo wszystko będzie musiała wrócić do normy w stosunku do sytuacji aktualnej - co doprowadzi prawdopodobnie do przewlekłej stagflacji z długotrwałymi wzrostami surowców, ale przynajmniej bez ostrego natychmiastowego krachu... Mamy do wyboru tak jakby śmierć przez powieszenie albo zastrzyk pavulonu.

Sytuacja w strefie euro jest jeszcze bardziej skomplikowana; w istocie jest zbyt skomplikowana, żeby spróbować ją nawet naszkicować w krótkim wpisie na blogu - jedno jest pewne - ewentualne zacieśnienie polityki monetarnej (abstrahując od tego, jak politycznie nierealne) na pewno nie przyniosłoby nic dobrego tym krajom PIIGS, które jeszcze mają nadzieję na wyjście obronną ręką z aktualnego kryzysu. Rozpad strefy euro? Możliwe. Na przykład przez wyjście z niej Niemiec - czego nikt się niby nie spodziewa, ale nie raz nie dwa deutschebiurokraci dawali delikatnie do zrozumienia, że all bets are off i między wierszami, że może powrót do deutschemarki nie będzie dla nich aż tak trudny, bo być może np. mają już wszystko, włącznie z drukiem papierków, od jakiegoś czasu przygotowane, a kryć dupy nie będą komukolwiek innemu, niż własnym bankom.

Niefajnie! (Znaczy mi to tradycyjnie lata, ale niefajnie dla reszty świata).

21 komentarze:

  1. do wybuchu hiperinflacji na miarę Zimbabwe potrzebny jest jeszcze wstrząs podażowy na najpilniejszych produktach (aby rozpoczęła się Wielka Licytacja). Mugabe nie tylko drukował pieniądze, ale wywrócił rolnictwo przez wywłaszczanie farmerów. w USA/UE takim triggerem mógłby być jakiś poważniejszy problem z transportem ropy, np. wynikły z konfliktu na Middle-East.

    OdpowiedzUsuń
  2. Parę lat mocnego drukowania i tymi pieniążkami się będą ludzie o wszystko licytować, bez jakichś specjalnych szoków. W Republice Weimarskiej nie było w trakcie rozkręcania się hiperinflacji żadnego realnego kryzysu ani szoków podażowych.

    OdpowiedzUsuń
  3. No to może jednak mamy deflację ? Co z tego że obniżają stopy procentowa skoro nie ma komu brać kredytów ? Jak na razie wszystko wygląda na scenariusz deflacyjny.

    OdpowiedzUsuń
  4. IMHO trudno pogodzić scenariusz deflacyjny z odczytami CPI w granicach 3-4%. Jak były <1% to można było tak argumentować. Kiedyś jednak to się musiało zmienić, to było do przewidzenia...

    OdpowiedzUsuń
  5. @mantrid
    Do wybuchu hiperinflacji brakuje jeszcze rzeczy, o której pisze Anonimowy - kredytów. Obecnie akcja kredytowa w Stanach i Europie prezentuje się marnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. @marlo

    w systemie jest wystarczająco dużo papieru. hiperinflację można by uruchomić dzisiaj bez drukowania choćby centa, wystarczy jakiś black swan i "capital controls". np. Chiny i Japonia dumpujące rezerwy w USD i US Bonds + banda zdesperowanych półgłówków u władzy.

    OdpowiedzUsuń
  7. @mantrid, drugi z wymienionych przez Ciebie warunków zdaje mi się jest od dość dawna spełniony :D

    OdpowiedzUsuń
  8. I KTO TO MÓWI:)?

    OdpowiedzUsuń
  9. Hiperinflacja to dzisiaj kwestia czasu. Co z tego, że z systemu wyparowują środki w postaci deflacji aktywów i powiązanych z nimi długami, nadrukowano tyle, że gdy ktoś próbuje przerzucić większe środki z wirtualnej sfery finansów do realnej sfery produkcyjnej ceny skaczą jakby w totka ostatnią kumulację wygrały.

    Zjawisku próbują przeciwdziałać zarówno w FED jak i ECB jak i pewnie w każdym innym banku centralnym. Po Japonii widać, że to nie wyjdzie, a jak Japończycy zestarzeją się tak, że nie będzie komu kupować długu Japonii, to się okaże dopiero, jak źle takie coś może się skończyć.

    Moim krótkim zdaniem, pomimo silnej deflacji na aktywach finansowych, w sferze realnej zaczyna pojawiać się realna inflacja sprzed może nawet kilkunastu lat, która przenosi się z aktywów wirtualnych w aktywa realne (co potęguje na odmianę deflację aktywów wirtualnych).

    W tej chwili tylko czekam na moim zdaniem 2 realne rozwiązania: reset systemu lub WŚ numer 3.
    Inne rozwiązania są raczej z pola fantastyki (czy to nauk filozoficzno-społecznych, czy to ścisłych, zależy od tego, jakie propozycje się słyszy).

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja stawiam na stagflację. Pewnie w 2012 umiarkowaną, od 2013 ostrą.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Yulek

    Dokladnie.Nie da sie przeniesc zdaje sie ze 900 bilionow dolarow w aktywach finansowych,derywatach itp na zadne twarde dobra-po prostu realna sfera gospodarki jest z 10 razy za mala na taka operacje.Znaczy sie ze jednak Doxa moze miec racje i zloto po 10 tys dolcow.Moze by tak wziac kredyt na stala stope procentowa na 5 lat?

    P.S.Co swoja droga mowi takze nieco o teoriach spiskowych-tych co to niby Rotschildowie maja majatek warty 900 miliardow itp-taaa-jasne ze maja-pewnie z tego polowe w derywatach-tak to i ja mam w banknotach z Monopoly(za jakis czas ich wartosc bedzie podobna czyli bliska zeru).

    OdpowiedzUsuń
  12. Może i Rotszyldy mają te 900 mld w derywatach... a może np. w jakichś innych śmieciowych papierach, samych w sobie mało wartych, ale zabezpieczonych np. nieruchomościami :) Przecież chyba nie są idiotami - historia pokazuje, że raczej nie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. @panika2008

    Oczywiscie tylko ze te zabezpieczenia sa w sumie warte nie 900 a moze z kilkadziesiat mld USD co wprost wynika z faktu ze za duzo tego papieru nadrukowali i nie sa zabezpieczyc wartosci na 100%(no chyba zeby nieruchomosci skoczyly do gory kilkakrotnie).Oni tak "maja" te miliardy jak mialy je banki na hipotekach w USA-dopoki rynek nie powiedzial sprawdzam-sa bogaci dopoki masy WIERZA ze oni sa bogaci.Oczywiscie szary Smith czy Kowalski jest w jeszcze gorszej sytuacji bo poza tymi co juz splacili dom(czyli nielicznymi)to reszta ma dlugi oraz troche papieru czyli niemal nic.

    OdpowiedzUsuń
  14. No nie, piotrze, wielu z głęboko zakredytowanych ma coś jeszcze, coś bardzo namacalnego, jakkolwiek liche by to nie było: nieruchomość. W sytuacji wysokiej/hiperinflacji - deal idealny.

    OdpowiedzUsuń
  15. @panika2008

    To tylko jesli maja kredyt na stalej stopie procentowej.W Polsce czy chocby UK wiekszosc ma na zmiennej stopie procentowej wiec jak uderzy hiperinflacja to bedzie po nich.Zeby dostac kredyt na stala stope procentowa(w UK)to trzeba wniesc 25% wkladu wlasnego a ze wiekszosc ludzi nie ma wiec dostaja na zmienna stope lub w promocji na stala ale tylko na rok a potem przechodza na zmnienna-w razie hiperinflacji oni wszyscy beda zalatwieni.Jak kupowac to tylko za kredyt na stala stope-sam o tym mysle.

    OdpowiedzUsuń
  16. A gdzie w pl i na jakich warunkach można taki kredyt na stałą stopę dostać?

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie można. Ale deal i tak jest niezły, bo siłą napędową inflacji są realnie ujemne stopy procentowe.

    OdpowiedzUsuń
  18. A co z kredytem studenckim? Co prawda mieszkania za to nie kupię ale zawsze można zainwestować na rynkach albo w siebie...
    Opłaca się brać w obecnej sytuacji? A może również wiąże się z tym jakieś niebezpieczeństwo?

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakie tam tych kredytów oprocentowanie?

    OdpowiedzUsuń
  20. Połowa stopy redyskontowej weksla NBP. Czyli 2,38 na dzień dzisiejszy. Spłata zaczyna się dopiero 2 lata po ukończeniu studiów.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jasne że brać, na jak największą sumę. W każdym banku komercyjnym dają więcej na lokacie.

    OdpowiedzUsuń