Tak sobie pomyślałem - co te biedne anale nam tu przewidziały na 2011 rok? Pogmerałem w bezdrożach ąternetu i mym oczom ukazał się taki oto materiał: 2011 na GPW. Zobacz prognozy analityków. Zacytuję kilka miłych dla oka fragmentów:Choć zdaniem specjalistów korekta na giełdzie jest niemal pewna, to będzie ona dobrą okazją do kupowania akcji, a WIG20 w całym 2011 roku zyska niemal 20 procent.Pan Bugaj, właściciel największej szklanej kuli, uraczył nas swoją mądrością:
(...)
Wszyscy [anal i tycy] są zgodni odnośnie drugiej połowy roku. WIG20 będzie rósł, a na zakończenie 2011 roku znajdzie się zdecydowanie powyżej poziomu 3000 punktów.
Czy ten konserwatywny bank [ECB] zdecyduje się na druk pieniądza by pomóc Hiszpanom? Jeżeli tak, to hossa ma szansę przyspieszyć.Obstawił na koniec roku WIG20 na poziomie 3500. Dobry! A na temat kryzysu zadłużenia głębokie przemyślenia miał pan Fronc:
Kolejne odsłony kryzysu zadłużenia powinny jednak wpływać negatywnie na rynek jedynie w krótkim okresie, tworząc okazje do korekty i zajęcia długich pozycji.Chciałoby się zapytać: jak na bankructwie wyszła Argentyna? To była też okazja do korekty i zajęcia długich pozycji? Oj, mniejsza o realizm historyczny, przecież komuś trzeba było spółeczki pocisnąć. Prawda? Ulicy się pociśnie...
No to teraz, anal i tycy, przed kamery i przyznawać się który żartował, który jest idiotą, a który dziwką sell-side.
Tak sobie patrze co analitycy wypisywali przed korekta i co wypisuja teraz i w sumie to az zalosne.Definicja analityka to powinna byc taka-jest to taki gosc ktory co prawda niczego nie umie przewidziec ale za to po fakcie potrafi swietnie "wytlumaczyc" dlaczego wydarzenia potoczyly sie tak a nie innaczej.Wiem ze tak sie mowi ogolnie o ekonomistach ale to nawet lepiej pasuje co i nie dziwi jesli zauwazymy iz obecnie finanse i bankowosc to rdzen nowoczesnej ekonomii(a o jej jakosci to sobie mozna wlasnie wnioskowac na podstawie tej definicji).
OdpowiedzUsuń