Czytajcie, czemu miasta - obiektywnie - rządzą: The Economics of Big Cities, pisze R. Murphy dla mises.org, polecam.
Doprawdy, mało znam bardziej dziwacznych pomysłów, niż "bezpieczna chatka na wsi", a już szczególnie "bezpieczna chatka na odludziu" jako przygotowanie do przetrwania ciężkich czasów. Polecam głęboko przemyśleć kwestie - dlaczego powstały i trwają miasta, dlaczego od setek lat rośnie ilość mieszczuchów kosztem wieśniaków, dlaczego mieszczanie są bogatsi, lepiej wykształceni i kulturalniejsi, wreszcie, in extremis - gdzie było łatwiej przetrwać np. Hołodomor - po głodujących ukraińskich wsiach, czy w miastach, gdzie można było liczyć przynajmniej na przehandlowanie w torgsinach resztek sreber rodowych i czerwońców na głodowe racje po paskarskim kursie (ale przecież zawsze to lepsze, niż śmierć głodowa).
poniedziałek, 25 lipca 2011
Dla doomersów o miastach
Etykiety:
armagedon,
drażnienie nadpobudliwych doomersów,
miasto,
survival,
wieś
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Absolutna racja. Ja jeszcze nie słyszałem o pladze zombie, a w budynkach nie trzeba się rozglądać z lornetką, żeby wiedzieć, czy ktoś przypadkiem nie postanowił dorobić nam dodatkowej wentylacji w korpusie.
OdpowiedzUsuńOczywiście sytuacja odwraca się w przypadku bombardowania atomem, ale to inna bajka.
W ogóle chyba mało ludzi sobie zdaje sprawę, że trend rozrostu przedmieść (urban sprawl) w USA jako swoją pierwotną przyczynę ma właśnie wyłącznie pasywną obronę (minimalizację strat) przeciw atakowi atomowemu. Przed erą broni atomowej życie na przedmieściach bylo opcją nieznaną, było po prostu miasto z brukowanymi ulicami, kanalizacją, oświetleniem i kamienicami, a za jego granicami pola i wsie z chylącymi się ku upadkowi chatami.
OdpowiedzUsuńWszystko fajnie, ale... czasy się zmieniają.
OdpowiedzUsuńW XXw. panował taki trend, że wieś była bieda a miasta bogate. Dlatego miasta się rozwijały a wieś zwijała.
Ale teraz może być na odwrót. Coraz częściej trochę bogatsi ludzie osiadają właśnie na wsi. Nie z biedy, tylko dlatego, że ich stać.
Wieszczę, że w XXIw. będzie tak, że (za przeproszeniem) masy robotnicze będą mieszkać w miastach, natomiast na wsiach będą się budować ci, którzy mogą sobie pozwolić na komfort posiadania własnego dużego domu i nie muszą pracować na dzwonek od ósmej do szesnastej.
Mieszkanie na wsi to już nie jest oznaka ubóstwa, wręcz przeciwnie. Ja już widzę ten trend.
@Panika
OdpowiedzUsuńMnie się wydaje, że urban sprawl, to konsekwencja taniego paliwa i uzależniania społeczeństwa od samochodów.
@haael
Na domek na odludziu jest za to bardzo łatwo przeprowadzić atak. I można go ciągnąć długo. Jak nie stać się na ochronę w postaci kilku ludzi z bronią długą, to lepiej się w to nie baw w sytuacji, gdy większość zdycha z głodu, a biorąc pod uwagę oderwanie elit od rzeczywistości szarego człowieka, to niedlugo do tego dojdzie.
@hael, "ci, którzy mogą sobie pozwolić na komfort posiadania własnego dużego domu" - to właśnie dlatego muszą móc sobie pozwolić (ergo być bogaci), że na wsi się ciężej żyje i trzeba na wiele rzeczy wykładać dużo więcej $$$; prawdopodbnie ten sam człowiek spędziwszy życie w mieście na koniec życia byłby bogatszy, niż gdy musi cały czas utrzymywać się na wsi. Ostatecznie oczywiście nie żyje się po to, żeby w momencie śmierci być bogatym - stąd się biorą mniej lub bardziej irracjonalne odpały typu hazard, szybkie samochody, wyprawy w Himalaje czy domy na przedmieściach ;)
OdpowiedzUsuń> Na domek na odludziu jest za to bardzo łatwo przeprowadzić atak.
OdpowiedzUsuńTak, ale jest mniejszy sens takiego działania od wysadzenia, np. wieżowca.
Zamieszki zdarzają się głównie w miastach. Wsie to raczej spokojne miejsca.
> to właśnie dlatego muszą móc sobie pozwolić (ergo być bogaci), że na wsi się ciężej żyje i trzeba na wiele rzeczy wykładać dużo więcej $$$
Tak, a głównym kosztem jest transport. Poza tym w miastach zwyczajnie nie ma miejsca na wybudowanie dworku.
Ale jakem rzekł: wiek XXI to będzie czas rozwoju wsi. Ludzie bogaci właśnie tam się przeprowadzą ze swoimi pieniędzmi i kulturą.
Ja raczej wróżę furorę miastom, ich obrzeżom typu Wawer, Ursus, Tarchomin, dzielnicom faweli i tanich czynszówek.
OdpowiedzUsuńA na jakie to rzeczy trzeba na wsi wykładać dużo więcej $$$? Bo raczej nie na media, żywność czy opłaty (vide użytkownie wieczyste). W przypadku wprowadzenie katastru to już w ogóle mogą być jaja.
OdpowiedzUsuńCzy pogląd, że na wsi żyje się drożej ma jakieś twarde poparcie w dowodach? Tak się składa, że mam rodziców, którzy na emeryturę przeprowadzili się na wieś i wcale nie żyje się im drożej. Niewielkim wysiłkiem można sobie chodować żywność, łowić ryby, ceny mediów są chyba porównywalne (wodę do podlewania ogródka można wziąć choćby ze studni, a prądu się wiele nie zużywa). Nie mówiąc już o tym, że mieszka się w domu jednorodzinnym ze sporą działką, zamiast w ciasnym mieszkaniu w bloku.
OdpowiedzUsuńW mieście ekonomia jest efektywniejsza: łatwiej o prace i tanie surowce, a dostęp do usług jest ułatwiony, fakt. Ale np. rozwój informatyzacji powoduje, że np. informatyk może te same pieniądze zarabiać mieszkając na wsi, a menadżerowi, który pracuje raz w Katowicach, a raz w Warszawie może być nawet wygodniej mieszkać na wsi pomiędzy tymi dwoma miastami. Gdyby człowiekowi wolno było uczyć swoje dzieci samemu, wspomagając się materiałami z Internetu to nawet poziom kultury mógłby być podobny.
Rozwój technologii powoduje, że odległości relatywnie maleją i wysokie zagęszczenie ludności staje się coraz mniej potrzebne -- wieś może stopniowo wyrównywać swoje szanse w stosunku do miasta.
@Stunna, zbuduj dom na wsi i go poutrzymuj parę lat, to pogadamy. Hint: utrzymanie to nie tylko płacenie podatku gruntowego, za prąd i opał.
OdpowiedzUsuń@dpc, "Niewielkim wysiłkiem można sobie chodować żywność" - przelicz to na roboczogodziny; oczywiście kwestia rozbija się o to, jak wyceniamy swoją pracę; jeśli jesteśmy na emeryturze lub mamy b. niskie kwalifikacje, to ta wycena jest niska, w przeciwnym wypadku - to strasznie marnotrawimy swój czas, zamiast zarabiać w mieście.
OdpowiedzUsuńPoza tym dojazdy i remonty. Ktoś, kto nie remontuje domu, tylko udaje przed sobą, że ma niskie koszty - de facto bowiem stopniowo, powoli przepala majątek trwały, nie ponosząc kosztów jego utrzymania.
"informatyk może te same pieniądze zarabiać mieszkając na wsi" - nie zauważyłem i nie znam nikogo, kto by zaobserwował takie zjawisko - a trochę mam znajomków w tej branży. Czy to jest jakaś realna obserwacja, czy teoretyzowanie?
OdpowiedzUsuń@ panika2008
OdpowiedzUsuńTak się składa, że niebawem będę wieśniakiem :-) i przeprowadziłem już mały wywiad. Dom stoi na działce ładnych parę lat. Wiadomo, że jego utrzymanie kosztuje, ale utrzymanie bloku kosztuje tym bardziej, w mieszkaniach także przeprowadza się remonty, renowacje, itp.
Czas wolny i spokój też ma swoją wartość - własna przestrzeń, czyste powietrze, niższa przestępczość są niewątpliwymi atutami. Z drugiej strony koszty dojazdu oraz oddalenie od centrów nauki/kultury/rozwoju działają na niekorzyść. Jeśli już bierzemy się za taką "analizę porównawczą" życia w mieście i poza nim warto spojrzeć na tę kwestię szerzej.
"utrzymanie bloku kosztuje tym bardziej" - z moich dość licznych doświadczeń wynika, że utrzymanie bloku kosztuje tym mniej - w przeliczeniu na m2 PUM.
OdpowiedzUsuń"Czas wolny i spokój też ma swoją wartość" - oczywiście. Dlatego pisałem - kasa to nie wszystko - trzeba mieć też coś z życia - bogactwa do trumny nie zabierzesz.
Ja jestem programistą i pracuję w smoim mieszkaniu dla firmy z UK. Mojemu szefowi nie robi różnicy, czy mieszkam w mieście czy na wsi. Mam jeszcze kilku znajomych, którzy pracują w ten sposób. Specyficzny zawód, wiadomo, ale na pewno nie jedyny taki i jeszcze 100 lat temu zupełnie takich zawodów nie było, a przewiduję, że ich udział w rynku będzie powoli rósł.
OdpowiedzUsuńKoszty utrzymania domu są na pewno większ niż mieszkania. Co hurtem to taniej, w dodatku powierzchnia przypadająca na osobę jest większa (zarówno podłogi, jak i tym bardziej ścian wewnętrznych i zewnętrznych). Ale i komfort życia nieporównywalnie większy.
Zgadzam się co do nieefektywności samodzielnej produkcji żywności, ale przy małej skali nie zajmuje to wiele czasu i wiele osób uznaje to za formę relaksu. Wystarczy spojrzeć na to ile osób mieszka w mieście, a większość wolnego czasu spędza na działkach. Np. hodowla królików -- zerwać trochę trawy, czasem wypuścić na zagrodzoną działkę, posprzątać klatki, dolać wody, przypilnować szczepień. A pasztecik taki jakiego w sklepie w ogóle nie kupisz. :)
Oczywiście ze to fantastyczna forma relaksu i super hobby. Dlatego też za moim domkiem będzie - no może nie ogród, ale parę rabat.
OdpowiedzUsuńTrzeba rozróżnić mieszkanie w domu na wsi od mieszkania w domu poza miastem. Mimo że te dwa domy mogą stać fizycznie obok siebie to różnica jest kolosalna.
OdpowiedzUsuńBogaci nie kupują domów na wsi, tylko domy poza miastem. Żyją i pracują w stylu miejskim. Kupują domy poza miastem tylko dlatego że nie stać ich na kupno odpowiedniego metrażu (powierzchni użytkowej i działki) w mieście, w którym są przecież dzielnice willowe.
Mieszkaniec wsi pracuje na niej: ma zarówno dużą ilość ziemi rolnej, ma sprzęt do jej uprawiania i wreszcie ma wiedzę jak to robić. Tego bogaci z miast nie mają i idę o zakład że nawet nie chcą mieć. Wyobraźcie sobie wielką panią żonę biznesmena, która nagle musi iść krowy wydoić :) To jest ogromny szok na który mało kto nie z własnej woli się zdecyduje.
Poza tym chyba nie liczycie, że w razie kryzysu przeprowadzicie się na wieś, zaczniecie uprawiać ziemię i nagle wszystkie problemy odejdą. Żeby ziemia dała dobry plon, żeby zwierzaki nie zdychały i dobrze rosły - wszystko trzeba umieć. Umieć to nie znaczy tylko mieć wiedzę ale też i doświadczenie. Obawiam się, że pierwszy lepszy zapijaczony stary wieśniak lepiej sobie poradzi z prowadzeniem gospodarstwa niż taki zieloniutki mieszczuch który oderwany od komputera idzie uprawiać pole...
Miastowi mieszkający na terenach wiejskich będą pierwszymi którzy się z niej wyniosą w ramach ograniczenia kosztów, oraz pogoni za utrzymaniem poziomu życia.
Jeśli już to na tereny wiejskie mogą ciągnąć bezrobotni biedacy szukający pracy fizycznej w zamian za jedzenie i dach nad głową.
I zgadzam się z tezą że na wsi zawsze będzie biednie. Podnosi się argument że jedzenie będzie coraz droższe więc wieś się będzie bogacić. Zgadza się: udział kosztów jedzenia w miesięcznym budżecie jest teraz bardzo niski, więc żywność jest tania. Udział ten będzie rósł, więc żywność będzie droższa. Tylko przypomnijcie sobie że były już czasy gdy żywność była bardzo droga: większość wydawała prawie cały swój budżet tylko po to aby przeżyć. I czy wieś wtedy była bogata? Raczej nie! :)
W mieście łatwo jest zarobić tak aby nie zwracać na siebie uwagi państwa czy też innych mieszkańców. Ot choćby handel wymykający się fiskusowi. Trudno ustalić podstawę opodatkowania, więc osoby umiejące to wykorzystać mogą "kombinować". Rolnicy zawsze byli i będą ciemiężeni podatkami, bo łatwo jest ustalić areał, obliczyć ile plonów z niego da się zebrać i przygrzmocić taki podatek żeby tylko na przeżycie wystarczyło. A jak nie oddaje to łatwo z ziemi wyrzucić. Rolnik zawsze jest niewolnikiem własnej ziemi, a co za tym idzie i państwa...
To teraz mamy taki dobrobyt że duża grupa społeczeństwa jaką są rolnicy, aby zdobyć ich głosy jest dopieszczana i uprzywilejowana. Ale tak nie będzie zawsze. Wraz ze wzrostem kryzysu, będziemy obserwować zmierzch demokracji a co za tym idzie i spadek znaczenia grupy której jedyną przewagą jest liczebność. Zaczną się niestety liczyć inne czynniki, których rolnicy już nie mają szansy spełnić.
@Azzie, "Miastowi mieszkający na terenach wiejskich będą pierwszymi którzy się z niej wyniosą w ramach ograniczenia kosztów, oraz pogoni za utrzymaniem poziomu życia." - z ust mi to wyjąłeś :)
OdpowiedzUsuńhttp://www.ted.com/talks/geoffrey_west_the_surprising_math_of_cities_and_corporations.html
OdpowiedzUsuń1. Koszty utrzymania domu są zazwyczaj wyższe, niż mieszkania, bo mieszkania są zazwyczaj mniejsze, niż domy. Ale nikt nie broni przesiedleńcom na wieś zbudować domu o powierzchni takiej, jaki mieszkanie.
OdpowiedzUsuń2. W koszty utrzymania mieszkań wchodzą również koszty usuwania "ataków wandalizmu nieznanych sprawców", widoczne zwłaszcza na klatkach schodowych. Ale także opłaty za utrzymanie mieszkań lokatorów, którzy mają zaległości w płatnościach i ich nie regulują.
3. Dom możesz zbudować w tak energooszczędnym standardzie, jak tylko chcesz. Blok jest, jaki został zbudowany, czyli jak najtańszy, spełniając tylko przepisowe wymogi.
4. Ogrzewanie w domu możesz optymalizować. W bloku nie zoptymalizujesz tego, że sąsiad w łazience nie ma podzielnika kosztów ciepła i ma tam stale odkręcony zawór termostatyczny i otwarte okno.
5. Media są tańsze na wsi (własna studnia, oczyszczalnia, kompostowanie odpadków degradowalnych).
6. Jak się uprzesz (czyt. masz fantazję i pieniądze), to i własne źródło energii sobie postawisz -- wiatrak, solary, agregat prądotwórczy.
Byle tylko się nie uzależnić od dojazdów do miasta...
Koszt utrzymania domu 100m2 jest ZNACZNIE wyższy niż mieszkania 100m2. Kto mieszkał tu i tu - ten wie.
OdpowiedzUsuńOptymalizacja ogrzewania = życie w zimnie, tak? ;)
A żeby porównywać jabłka z jabłkami, powinieneś porównać kiepsko ocieplony blok - czyli wielka płyta - z domem w typowej dla tamtych czasów technologii - PRLowska kostka. Obawiam się że "troszkę" droższe jest jednak ogrzanie m2 PUM w drugim przypadku.
OdpowiedzUsuńTrzeba jeszcze uwzględnić jedną sprawę. jak ktoś ma dwie lewe ręce do roboty i lenia (tzn. nic nie potrafi i nie chce mu się robić) to faktycznie w bloku będzie miał taniej i bezpieczniej. Ale zakładając że sami potrafimy wykonać prace konserwacyjne na własnym domu to taniej wyjdzie mieszkać na wsi. Możemy np. sami zgromadzić i pociąć drewno na opał. Samemu naprawić rynny, często posługując się materiałem uzyskanym nieodpłatnie ( w wymianie barterowej ) od sąsiada, czy kupionym na złomie. Wtedy naprawde wychodzi to duuuużo taniej lub wręcz za darmo. W bloku nie mamy takich możliwości, nawet jak bardzo byśmy chcieli i potrafili nikt nam nie pozwoli.
OdpowiedzUsuńMieszkam we własnym domu, w małym miasteczku,prowadzę niewielkie gospodarstwo, warsztat mechaniczny i zajmuje się pracami wysokościowymi, często na rzecz spółdzielni mieszkaniowych w większym mieście. Tak że mam skalę porównawczą i wiem o czym pisze.
Pozdrawiam.
@Pozyskiwacz, wyceniając własną robociznę na zero zł za godzinę generalnie najtaniej i najlepiej wychodzi mieszkać w jaskini, prowadząc życie łowcy-zbieracza... Sam jednak stwierdzasz, że na zarobek to do miasta jeździsz. Jak byś tak hardkorowo do tego podszedł, odrzucając wszystkie zalety miasta wynikające z koncentracji kapitału, efektu skali, to byś miał średnio wesoło, bo oprócz tego, co możesz zrobić sam na wsi i nie sprawia Ci to problemu, musiałbyś robić masę rzeczy, których absolutnie nie chcesz/nie chce Ci się robić, a płacisz teraz za nie zarabiając pieniadze w mieście.
OdpowiedzUsuńWycena własnej robocizny to nie taka prosta sprawa. Np.zakładamy że mam wolny czas, mogę go spędzić przed telewizorem z piwem w ręce, a mogę naprawić tą przykładowa rynnę.Mieszkając we własnym domu jest to możliwe, mieszkając w bloku nie. Oczywiście że teoretycznie mógłbym poświęcić więcej czasu na pracę zarobkową. Załóżmy że naprawa rynny zajmie 2 godz.Ktoś za robotę weźmie 50 zł. Jeżeli mam prace w której w tym czasie mogę zarobić więcej ok. Ale jeżeli nie ? W domu prywatnym mam wybór, w bloku nie.Jak to wycenić?
OdpowiedzUsuńDruga sprawa: oczywiście że częściowo zarabiam w mieście-na wsi też i to w zasadzie większość. Korzystam również z towarów wytworzonych w mieście, sklepów itp. Ale chyba nie o to chodzi żeby zrywać zupełnie kontakty między wsią , a miastem ? Równie dobrze ktoś może mieszkać w mieście i zarabiać na wsi.
To prawda z tymi wyborami. W ogóle tak to widzę, że najlepiej jest tak kombinować, żeby właśnie mieć jak najwięcej różnych alternatyw.
OdpowiedzUsuń