poniedziałek, 22 lutego 2010

Idioci od regulacji

Po Polsce krąży widmo. Widmo komunizmu. Ceny ustawowe, marże ustawowe, goń kułaka-wyzyskiwacza! Sprzedaje taki towar drogo, a kupuje tanio, wyzyskiwacz jeden. Ludność pracującą miast i wsi z należnego jej nadmiaru pieniądza odziera. Bij sklepikarza! Bij hurtownika! Bij producenta! Szable do boju lance w dłoń, spekulanta goń-goń-goń!

Tak przynajmniej uważają monsieurs Pawlak i Sawicki. No cóż, jak się ma debilne stanowiska w rządzie, teki ministrów głupich kroków, to i rzeczywiście nie dziwota, że palce i mózg swędzą, żeby się wreszcie czymś wykazać. Sklepikarzy i hurtowników w Polsce ilu może być? 100 tysięcy? 200? A konsumentów (co to "stoją radia wokół, słuchają politycznego bełkotu") przecież grube dziesiątki milionów. Także spin jest dobry. Napuścimy konsumentów na parszywych wyzyskiwaczy. Pal licho kułaków, jakoś sobie poradzą - przecież zawsze sobie radzili - no, może poza tymi czasami, gdy przodkowie intelektualno-polityczni Pawlaka i Sawickiego zmuszali ich do uległości władzy strzałami w tył głowy i wiecznym odpoczywaniem w anonimowych mogiłach zbiorowych, ale to przecież już nie te czasy, a Pawlak i Sawicki to nie jacyś tam znowu brutalni władykowie, przecież oni to ze szczerej miłości do plebsu robią, z gorejącego serca chłostanego dzień w dzień niewyobrażalnie obscenicznymi cenami, a szczególnie marżami w hurcie i detalu.

No więc ubolewa Pawlak, ubolewa Sawicki, serca im pękają z bólu, łez nie starcza. Bo oto się okazuje, że w ciągu ostatnich 8 lat ceny żywności u producentów wzrosły o 16%, a w detalu - o procent 25. Jak to tak to? Przywłaszczył detal sobie słusznie należny klasie robotniczo-chłopskiej nadmiar! Z krwawicy ich rąk ich okradł! Zabrać wrednym ciułaczom-sklepikarzom!

No dobrze, monsieurs PSLowcy, ale co w takim razie powiecie na następujący fakt: w ciągu tych 8 lat, od 2002 do 2010, średnie pensje w całej gospodarce wzrosły o 45%! To ja się teraz pytam: jakim prawem?! Jakim prawem taka paskudna, kapitalistyczna świnia jak np. sprzątaczka, technik oświetlenia, albo pomocnik tynkarza zarabia tak dużo - przecież oni wszyscy chleb od ust tym biednym rolnikom odbierają! Ba, nie dość że rolnikom, to i hurtownikom też, a nawet detalistom, napiętnowanym niby przez Pawlaka i Sawickiego, ale przecież gołym okiem widać, że 25% < 45%!

Na barykady, ludu roboczy!

PS. Na zarzuty, że powinienem brać pod uwagę medianę zarobków, a nie średnią, odpowiadam: co najmniej od roku 2002 stosunek średniej do mediany jest praktycznie stały, waha się w zakresie 1,16-1,17. (Dane można znaleźć np. tutaj i tutaj, można przejrzeć liczby, policzyć samemu i wyrobić sobie o tym zdanie.) Tak więc do porównań w czasie można używać zarówno średniej, jak i mediany - wyniki wychodzą te same. Innymi słowy: w latach 2002-2010 mediana zarobków w Polsce też wzrosła o ok. 45%.

28 komentarze:

  1. Popełniłeś tutaj aż dwa podstawowe błędy. Po primo, powinieneś podać o ile wzrosła mediana, a nie średnia;-), bo inaczej mamy tzw. kłamstwo statystyczne. Po drugie primo PSL chce zakazać pobierania przez hipermarkiety tzw. usankcjonowanej łapówki, czyli dodatkowych opłat za przyjęcie do sprzedaży lub ustawienie towaru na półce, co rzeczywiście dyskryminuje dostawców i obciąża ich dodatkowymi opłatami. Ponadto PLS chce nakazać podawania obok ceny, średniej marży brutto i poprzez to promować uczciwy handel.

    Drobną wytwórczość i handel łatwo zniszczyć, ale trudno odbudować. Bez drobnej wytwórczości, gospodarstw rodzinnych i małych sklepów trzeba będzie zapomnieć o żywności nadającej się do jedzenia, a dodatkowo tysiące ludzi pójdzie na bruk, nie dlatego, że mieli gorszy produkt lub nie umieli sprzedawać, ale dlatego, że z monokulturą jeszcze nikt bez pomocy państwa nie wygrał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesli marże są bardzo opłacalne to ilość sklepów spożywczych powinna wzratać (a tym się powinien Pawlak cieszyć). Tymczasem sporo małych sklepów jest likwidowanych co świadczy o tym że marże są zbyt niekie.
    Być może 2002 to było apogeum walki o przejęcie handlu detalicznego przez hipermarkety i stąd niski poziom marż; ciekawe jak się kształtował wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. @HK: w Polsce stosunek średniej do mediany jest od dłuższego czasu w miarę stały i wynosi ok. 1.16-1.17:1 (średnia jest 16-17% wyższa od mediany), tak więc stosunek mediany 2010 do mediany 2002 powinien być z grubsza taki sam, jak stosunek średnich. Można o tym przeczytać np. tutaj:

    http://www.rp.pl/artykul/84262.html

    mediana 2002: 1821 zł, 2006: 2130
    średnia 2002: 2133 zł, 2006: 2477; 2009 Q4: 3243

    Brakuje mi jedynie danych o medianie świeższych, niż 2006, poszukam. Nie spodziewałbym się rewelacji, tak jak by chcieli niektórzy "podważacze średniej".

    A zmuszanie ludzi do jedzenia/kupowania u małych producentów/sprzedawców, to się chyba nazywa faszyzm, nie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Świeże dane, pośrednio potwierdzające moją tezę:

    http://praca.money.pl/wiadomosci/artykul/wzrost;plac;to;fikcja;dla;wiekszosci;polakow,128,0,541312.html

    Średnia wyszła 2972 zł, mediana 2550, ich stosunek... uwaga... tada! 1.165 :)

    Badanie opublikowane w październiku 2009, nie wyspecyfikowali w którym miesiącu było robione.

    OdpowiedzUsuń
  5. @panika2008

    >A zmuszanie ludzi do jedzenia/kupowania u małych producentów/sprzedawców, to się chyba nazywa faszyzm, nie?<

    W mojej opinii faszyzmem jest likwidacja możliwości wyboru. Twoje wywody można by sparafrazować jakoś tak, zmuszanie ludzi do jedzenia śmieciowego żarcia kupowanego w wielkich producentów/sprzedawców jest faszyzmem;-) Tak się właśnie stanie, kiedy znikną mali sprzedawcy i producenci.

    Swoja drogą, jaki to kapitalizm, kiedy na rynku są 2-5 firmy producenckie i tyleż samo sprzedawców. Toż to czystej wody oligarchia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ej, ale przecież nikt nikogo do niczego nie zmusza. Wręcz przeciwnie, mimo desantu zagramanicznych sieci marketowych, bazarki jak kwitły, tak kwitną, wiem, bo sam kupuję. Tak samo sklepy osiedlowe. W sumie nie rozumiem tych strachów. Od 1989 w kółko jest to wałkowane, ale jak się mocno drobny handel i produkcja trzymały, tak się trzymają - mimo postępującego faszyzmu, UE itd.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kijem Wisly nie zawrocisz. Na bloga mozna pisac tyle ile wystarczy bajtow w internecie ale przeczytaja to tylko ci, ktorzy rozumieja i sie zgadzaja. Trzeba przeprowadzic jakas zmasowana akcje na ludzi - "tak ich wk***ic aby zaczeli myslec". Inaczej nic sie nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  8. @HansKlos

    A mnie rozwój motoryzacji zlikwidował możliwość wyboru furmanki do jeżdżenia po mieście. To dopiero faszyzm.

    OdpowiedzUsuń
  9. @www.ePortfel.com

    A u Was to Murzynów biją;-) - to nie jest żaden argument. W sytuacji żywności (oligarchia producentów, oligarchia sprzedawców) mamy wręcz do czynienie z praktycznym zastosowaniem prawa Kopernika - gorsze wypiera lepsze z rynku. W efekcie spada stan zdrowia społeczeństwa, pojawia się masa chorych grubasów i alergików, którzy "dotują" firmy farmaceutyczne (kolejne oligarchiczne twory). Spada też dzietność. W efekcie mamy degradację masy ludzkiej i upadek, powolny upadek cywilizacji jaka znamy.

    A wszystko przez to, że ktoś wpadł na genialny pomysł przemysłowej produkcji rolnej i zastosował zasady kapitalizmu tam, gdzie nie powinno się ich stosować. To jest działanie takie, jak zastosowanie kapitalizmu z rodzinie - ile trzeba zapłacić żonie za nockę, śniadaniem kolacje, ile dzieciom z wyniesienie śmieci, a ile ty im pożyczyć na edukacje i ubranie?-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Panie Hansie
    "A wszystko przez to, że ktoś wpadł na genialny pomysł przemysłowej produkcji rolnej i zastosował zasady kapitalizmu tam, gdzie nie powinno się ich stosować."

    A dlaczego tam nie ma być kapitalizmu? I kto ma o tym decydować? Bo nie konsument jak rozumiem tylko urzędnik. A jak urzędnik zdecyduje, że ma w jednej dziedzinie nie być kapitalizmu to dlaczego nie w kolejnych?
    Ja wiem o co panu chodzi, ale to się po prostu nie sprawdza co pokazuje historia. To jak z wolnością słowa. Albo jest zupełna albo jej nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  11. No wiesz, Hans, sądzę, że gdyby nie rewolucja rolna, industrializacja i profesjonalizacja rolnictwa, to ciągle co 10-20 lat byłyby plagi głodu, a ludność świata pewnie nie przekroczyłaby nigdy 1-2 miliardów - bo na tyle szacuje się nośność ekologiczną Ziemi przy uprawie metodami tradycyjnymi, całkowicie odnawialnymi. Coś za coś, mi tam się podoba. Fakt, chleb był lepszy 50 lat temu, ale z drugiej strony wszystko wtedy było lepsze, bo się było młodym, dupy były łatwiejsze do wyrwania, więcej siły w mięśniach i człowiek nie był taki życiem przytyrany. Przynajmniej tak sobie wyobrażam perspektywę starszej osoby - ja 50 lat temu nie byłem jeszcze nawet w planach.

    OdpowiedzUsuń
  12. "w ciągu tych 8 lat, od 2002 do 2010, średnie pensje w całej gospodarce wzrosły o 45%"

    ...a ceny nieruchomości skoczyły o co najmniej 300%

    OdpowiedzUsuń
  13. Panika, nie mieszaj postępu technicznego z ustrojem społecznym i ekonomicznym. Już w starożytnym Rzymie były potężne latyfundia co z "lekka" zaburzało strukturę społeczną. Tak jak piszesz to można wykazać, że komunizm w Rosji był OK, bo w stosunku do Caratu dawał więcej prądu. Nonsens.

    @foksal. Urzędnicy są nie tylko państwowi. Jak urzędnik banku kredytującego Auchan podejmie decyzję o przyznaniu kredytu na hipermarket, to powstanie hipermarket. (btw. pracownicy na spędach śpiewają tam nie gorzej niż Koreańczycy z Północy) Jak urzędnicy z big pharmy zmienią definicje WHO, to urzędnicy państwowi lecą kupować szczepionki...Nie rozumiem skąd to naiwne przekonanie, że w "prywatnym" czy "kapitalizmie" urzędników nie ma. Mikkizm-korwiznim tego nie zakłada?

    OdpowiedzUsuń
  14. @frasobliwy: "drobna" różnica jest taka, że żaden bank nie ma wyłącznej jurysdykcji. Jeden nie da kredytu, to jest jeszcze kilkadziesiąt (w PL - kraj 3. świata) lub kilka tysięcy (w USA) innych. Spróbuj zrobić ten sam numer (zwrócić się do konkurencji) po odmowie u urzędnika państwowego.

    OdpowiedzUsuń
  15. @off-topic

    Ciekawy link a propos ukradzionego zlota. Okazuje sie, ze Niemcy nie tylko nam podprowadzili kruszec i nie oddali. Wiecie moze cos wiecej na ten temat? Przy okazji spytam Cie Panika, czy MinFin cos Ci odpisal na Twoj grzeczny list? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. "dupy były łatwiejsze do wyrwania,..."
    No to akurat średnio prawda :D

    OdpowiedzUsuń
  17. @panika2008

    "gdyby nie rewolucja rolna, industrializacja i profesjonalizacja rolnictwa, to ciągle co 10-20 lat byłyby plagi głodu"

    No to się tutaj mylisz;-) Skąd niby biorą się ograniczenia w hodowli i w uprawach, jak nie z nadprodukcji? W Polsce, pomimo rozdrobnionego rolnictwa, nadprodukcja sięga 20-25%. Zastanów się więc, po co w sytuacji nadprodukcji wprowadzać przemysłową hodowlę i uprawy oraz organizmy modyfikowane genetycznie, skoro one zwiększają nadprodukcje?

    No i na koniec małe info z WHO. Obecne wchodzące w dorosłość pokolenie i pokolenia następne mają szacowany okres życia krótszy niż ich rodzice;-) po raz pierwszy w historii. Jednym z powodów jest "nieprawidłowe" odżywianie się;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. @TJŁ: nie odpisał ani MinFin, ani MSZ, ani NBP. Będę słał pewnie w weekend do nich zmodyfikowane listy, z zaznaczeniem żądania informacji publicznej w/g ustawy.

    @HansKlos: a czasami ta nadprodukcja nie wynika z gigantycznych dotacji UE? Regulacja goni regulację, ingerencja ingerencję, jedna drugą poprawia w korowodzie.

    "Turning and turning in a widening gyre, the falcon cannot hear the falconer; things fall apart, mere anarchy is loosened upon the world" :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Poza tym nadprodukcja nie jest argumentem przeciwko zwiększaniu efektywności. Wyższa efektywność to też mniejszy koszt marginalny - więc dlaczego poszczególni rolnicy nie mieliby jej podnosić? Ostatecznie wyższa produktywność to też niższe ceny...

    OdpowiedzUsuń
  20. @panika2008

    Nadprodukcja wynika raz z faktu dotacji, a dwa z większego niż potrzeba areału upraw. Nadprodukcja nie jest oczywiście argumentem przeciw zwiększeniu efektywności, ale przeciw produkcji "żywności śmieciowej", w tym skażonej chemicznie i biologicznie (jak amerykańskie mleko, które nie przechodzi testów UE na obecność antybiotyków;-) lub zawierać modyfikacje genetyczne (np soja ze związkami toksycznymi dla owadów i zapewne dla ludzi, ale to firma biotechnologiczna, a nie niezależne laboratorium wykonuje badania szkodliwości;-)

    "Ostatecznie wyższa produktywność to też niższe ceny"

    Tutaj zgodzę się z Tobą, ale istnieje gdzieś granica dla optymalizacji jakość/cena. Właśnie poprzez zastosowanie metod przemysłowych została ona przekroczona. Człowiek jest tym, co zje, ale jeśli żywność zaczyna być szkodliwa dla zdrowia (niektórzy szacują, że dla USA dzieje się tak od 1980) , to chyba coś jest nie tak.

    OdpowiedzUsuń
  21. Panie J-23, no ma pan całkowitą rację. Tylko pytanie jak to zastopować? Za pomocą urzędników?
    Skoro do tej pory to czego dotknie się poseł/urzędnik się spieprzy, to czemu nagle teraz ma być inaczej?

    OdpowiedzUsuń
  22. panika2008. Dla szaraczków operujących milionami dolarów, banki są wolnorynkowe. Jak się ktoś będzie chciał wziąć za duże przedsięwzięcie, np. zbudowanie od zera przemysłu samochodowego w kraju rolniczym, to już się okazuje, że decyzja jest polityczna, a oferta wąska i obwarowana wyjątkami. Wiedzieli o tym autorzy sukcesów azjatyckich tygrysów i zagwarantowali sobie własny sektor bankowy. Polacy o tym nie wiedzą i to co u nich finansują banki to ekspansja firm zagranicznych. Skutkiem jest zacofana, wyrobnicza struktura bez know-how. Urzędnik bankowy jest tu niczym trybik w planie pięcioletnim i decyduje o krajobrazie kraju. A po co uprzemysławiać kolonię, gdy w metropolii nadprodukcja?

    Mi nie chodzi o wykazywanie wyższości jednych świąt nad drugimi, a lewaków tu chyba nie ma, więc ich temperować nie muszę. Po prostu uwrażliwiam na kwestie definicji samowoli urzędniczej, władzy, pojęcia etatyzmu itp.

    A propos etatyzmu. Taki pan adwokat z Ameryki. To zwykle inicjatywa prywatna. Ale tamtejsza tradycja, procesomania, prawo, doprowadziły do tego, że jak idziesz się leczyć do lekarza, to w kosztach leczeniach płacisz na przerośniętą palestrę, bo lakrza się ubezpiecza. No i jak to sklasyfikować? Urzędnik państwowy, podatek?

    OdpowiedzUsuń
  23. Ależ frasobliwy. O ile mi wiadomo, ciągle największym bankiem w Polsce jest PKO BP. A jeśli nie finansuje dobrych, dużych projektów, tak, jak się skarżysz - to jest to dowód na to właśnie, jak państwo może niedomagać w tej kwestii.

    Poza tym teza o tym, że bank zagraniczny nie sfinansuje dobrego, dużego projektu krajowego to teoria spiskowa. Tu się pieniądze liczą, więc sądzę, że kwestia się może bardziej rozbijać o te 0,5 pp na odsetkach, a nie decyzji odmownej.

    OdpowiedzUsuń
  24. @foksal. Hans prawdopodobnie odpowie za siebie, ale ja uznałem się sprowokowany.

    Tak przez urzędników! :)

    Sędzia w sądzie jest urzędnikiem, pułkownik zajmujacy się logistyką w armii jest urzędnikiem. No niestety muszą być jacyś urzędnicy. Przecież nie będzie tego robić "fundacja", harcerze, Duch Święty ani prywatna firma, którą może wykupić zainteresowany.

    Jedyne o co my jako obywatele musimy walczyć to warunki selekcji do zawodu, wymuszanie odpowiedzialności i niedopuszczanie by pasadki były ochronką załatwianą dla nieudaczników. To jest bardzo trudne zadanie, ale nie powinniśmy wylewać dziecka z kąpielą. Czy z powodu paru zboczonych tatuśków warto kasować instytucję rodziny? Czy z powodu trudności w budowaniu sprawnego państwa warto bojkotować państwo?

    Posłowie się nie sprawdzają. No fakt. A jak się sprawdzają niezależni od państwa dziennikarze? Sponsoring tam kwitnie jak w polityce. Skupmy się na samej patologii, a nie ideologizacji: szczucie na biznes jako źródło zła, szczucie na państwo jako złe z definicji, szczucie na obywateli jako roszczeniowców i leni etc.

    OdpowiedzUsuń
  25. Panika. Żeby była teoria spiskowa to musi być spisek. Tymczasem nie ma czego tu ukrywać. Czy jak ja mam dzieci i życzę im lepiej niż cudzym, to spiskuję? Prosta obserwacja:

    1) Nikt nie będzie forsował rozbudowy przemysłu u konkurenta.

    2) Historia wskazuje na korelację między rozwojem rodzimej bankowości i przemysłu w danym kraju. Od rewolucji przemysłowej w XIX wiecznej Anglii, przez azjatyckie tygrysy, a na marazmie krajów pozbawionych własnego sektora bankowego skończywszy.

    Twój argument z polskim PKO jest częściowo trafny, ale zauważ, że posiadanie własnego systemu bankowego jest jedynie warunkiem koniecznym. W PRL wszystko było "polskie", a jakoś to średnio wychodziło.

    Nie zamierzam jednak iść w zaparte. Jesteś ode mnie lepszy merytorycznie, łatwiej Ci znaleźć dane źródłowe. Ja tu wchodzę na obcy grunt powodowany jedynie zainteresowaniami, więc jak mi wskażesz przykład kraju, który:

    1) jest zdominowany przez obcy kapitał w finansach

    ale

    2) posiada własny, prężny przemysł, ekspansywne firmy, wydatki na R&D powyżej 1,5% PKB, uchodzi za producenta wiedzy technicznej.

    to sprawę przemyśle jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  26. PS. innymi słowy: na obserwacji buduję, a potem weryfikuję hipotezę. Przecież odkrycie grawitacji nie wiązało się z napiętnowaniem spisku "podziemnych spadaczy". Prawo Kopernika nie sugerowało spisku "pochłaniaczy lepszego pieniądza".

    OdpowiedzUsuń
  27. Panie frasobliwy:

    Troszkę się chyba nie zrozumieliśmy.
    Ja nie jestem anarchistą czy tam anarcho-kapitalistą. Nie jestem przeciwnikiem państwa i zdaję sobie sprawę, że jakieś struktury muszą być.
    Tylko jest jeden podstawowy kłopot.

    Jak damy państwu zgodę na działanie dla dobra obywatela w jednej dziedzinie to rodzi się precedens. Skoro w jednej to dlaczego nie w innych. I tak powolutku zaczyna się niewinnie, a potem państwo mamy wszędzie. Jak mawiał Kisiel - To nie kryzys to rezultat.

    -"Czy z powodu paru zboczonych tatuśków warto kasować instytucję rodziny? Czy z powodu trudności w budowaniu sprawnego państwa warto bojkotować państwo?"
    Stawiając tak sprawę to ma pan rację, tylko jak to się ma do rzeczywistości? Bo to nie trudności w budowaniu państwa, tylko permanentny stan nieudolności. Od poziomu gminy po poziom premiera.

    -"Skupmy się na samej patologii, a nie ideologizacji"
    No ale problem w tym, że ta patologia wynika z takiej a nie innej ideologii. Tego się nie da rozdzielić. Nie można budować czegoś dobrego, jak się omija przyczynę i walczy ze skutkiem. Bo tak się będzie walczyć z tym skutkiem do końca świata, a może i dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  28. foksal. No to dla ustalenia uwagi wróćmy do tej kontroli żywności. W Chinach jest przymusowa aborcja, gorzej stłamsić ludzi już trudno, a panowie biznesmeni mają pełen liberalizm i kombinują jakie by tu gówno, np. melaminę dodać do żywności by zwiększyć rentowność. Szkoda czasu na zgłębianie ideologii, lepiej przeanalizować mechanizmy władzy. Złe rządy? A gdzie są:
    - referenda
    - możliwość odwoływania posłów
    - kontakt z wyborcami po wyborach
    - decentralizacja państwa
    - odpowiedzialność karna za spiskowanie, np. chadzanie z agentami i lobbystami.

    Jeśli mechanizmy władzy są chore, to wyprodukują chore urzędy. Jeśli są zdrowe, to wyprodukują zdrowe. A jakiś urząd ds. kontroli żywności powinien być (zatrudniający raczej laborantów niż urzędników). Przy tym rozwoju chemii jego brak stanowi rosyjską ruletkę.

    OdpowiedzUsuń